Siema, jestem Marek. Jestem typowym osiemnastolatkiem – przeciętnego wzrostu, przeciętnej postury i o całkowicie przeciętnej twarzy. Uczę się również przeciętnie, spędzając dni na graniu w gry komputerowe, pisaniu ze znajomymi i wieczornym oglądaniu porno. Nigdy nie układało mi się z dziewczynami – jestem zdecydowanie zbyt nieśmiały, żeby zrobić na nich wrażenie.

Moją największą zmorą jest zdecydowanie chemia – choć naprawdę się staram, w mojej pustej głowie nie zapisuje się choćby jeden wzór, a nazwy wszystkich substancji zlewają się w jedną, szarą masę. Być może nie powinienem w takim razie wybierać klasy o profilu chemicznym, ale zdecydowałem się na nią, bo tam szła większość znajomych. Był to coraz większy problem, bo nauczyciel powiadomił mnie, że jeśli po raz kolejny zawalę sprawdzian, nie dopuści mnie do matury.

– Poproś Jankę o pomoc – radzili koledzy, wzruszając ramionami.

Dziewczyna o staroświeckim imieniu Janina była typową szarą myszką – z nikim nie rozmawiała, praktycznie nie miała przyjaciół, ale za to wszelkie przedmioty ścisłe nie stanowiły dla niej najmniejszej trudności. Nie była to kwestia wyglądu – gdyby o siebie zadbała, byłaby naprawdę ładną dziewczyną. Bardziej zapewne nieśmiałości, być może kompleksów. Gdy ktoś się do niej odzywał, nigdy nie patrzyła mu w oczy.

Tak było i teraz, gdy poszedłem za radą znajomych i poprosiłem ją o pomoc.

– Przyjdź do mnie po szkole – poprosiła i zapisała mi swój adres w zeszycie.

Tak też zrobiłem, choć początkowo nieco tego żałowałem. Było bardzo niezręcznie. Siedzieliśmy u niej w pokoju i rozmawialiśmy wyłącznie na temat chemii, a atmosfera między nami była sztywna niczym egipska mumia. W pewnym momencie jej rodzice gdzieś wyszli, a Janka poszła zamknąć za nimi drzwi. Gdy wróciła przeszyła mnie wzrokiem, zaskakując mnie swoją nagłą pewnością siebie i zapytała wprost:

– To jak, będziemy się dymać?

Zamurowało mnie kompletnie i jedyne co byłem w stanie z siebie wydusić to krótkie „yhy”.

Zabrała się do roboty z zaskakującą wprawą. Rozebrała mnie od pasa w dół i zaczęła zaspokajać mnie oralnie, a jej umiejętności wskazywały że nie robi tego po raz pierwszy. Ja zaś próbowałem się rozluźnić, bo byłem chyba zbyt zszokowany, by w pełni cieszyć się tym niezwykłym, niespodziewanym wydarzeniem. Gdy poczułem się już w pełni pobudzony – zarówno psychicznie jak i fizycznie – Janka wspięła się na mnie, nabijając się na moje przyrodzenie. Ujeżdżała mnie z ogromnym zaangażowaniem, a ja byłem w niebie i wcale nie zamierzałem odbierać jej dowodzenia w naszym stosunku.

Gdy byłem już strasznie, strasznie blisko, zeszła ze mnie, bym skończył na własny brzuch.

Po wszystkim, gdy ubraliśmy się i przywróciliśmy nasz wygląd do poprzedniego stanu, Janka znów zachowywała się jak sztywna, nieśmiała kujonka. Ja zaś byłem zadowolony, że poznałem jej drugą, zaskakująco dziką stronę i postanowiłem, że nie skończy się na jednych korepetycjach.